W ciągu ostatnich kilkunastu lat dziewiętnastego wieku w sztuce europejskiej spotkały się i przecięły swe drogi dwa rodzaje pojmowania twórczości artystycznej. Hasło pierwszej drogi można by sformułować jako: "Postrzegać świat w sposób prawdziwy". Hasło drugiej jako: "Nadać idei formę postrzegalną". W malarstwie pierwsza z tych dróg objawiła się w latach siedemdziesiątych jako impresjonizm. Druga dała o sobie znać po roku 1885 w znacznej mierze jako reakcja na impresjonizm i nazwana została symbolizmem. Według Paula Gauguina estetyka symbolistów przeciwstawiała się estetyce impresjonistów, "których poszukiwania skupiały się wokół oka, a nie tajemniczych ośrodków myślenia..."
W roku 1875 przyszli na świat w Europie dwaj ludzie, z których każdy uczynił treścią swego życia próbę wejrzenia w głąb ludzkiej psychiki i zobaczenia jej jako pewnej całości wtopionej w całość jeszcze większą - we wszechświat. Mam na myśli Carla Gustawa Junga i Mikołaja Konstantego Čiurlionisa. To, że zakres oddziaływania Junga był ogromny, Ćiurlionis natomiast pozostaje wciąż jeszcze postacią mało znaną i nieco zagadkową, nie ujmuje znaczenia tej analogii.
Ceniony kompozytor, genialny malarz
Językiem wypowiedzi Čiurlionisa było malarstwo. Należał do tej generacji artystów, którzy zarysowane wyżej skrzyżowanie dróg sztuki odziedziczyli jako stan już istniejący. Tworzyli w jakże płodnym okresie wczesnych lat dwudziestego wieku, przed pierwszą wojną światową. W malarstwie ostatnie lata życia Cezanne'a i kubizm, w poezji twórczość Apollinaire'a, Cendrarsa i Jacoba, w fizyce teoria względności Einsteina - to tylko wybrane przykłady zjawisk tej epoki. W obrazach Litwina Čiurlionisa pojawiło się wówczas przeczucie "kosmicznego" przenikania się różnych planów rzeczywistości. Było to przeczucie genialne, choć mające charakter krótkotrwałej iluminacji. Dorobek malarski Čiurlionisa, od roku 1936 zebrany w Kownie, w muzeum jego imienia, do chwili obecnej pozostaje zbyt mało znany na świecie. Kowno jest daleką prowincją Europy. Prowincją Europy były też za życia Čiurlionisa Warszawa i Wilno, gdzie kształcił się i tworzył. Ale nie był prowincją Petersburg, gdzie został doceniony w roku 1908. Tamże niebawem zapadł na chorobę psychiczną.
W roku 1910 zaprosił go Wasyli Kandyński do udziału w monachijskiej wystawie grupy "Die Neue Kunstler-Vereinigung". Ciężko chory, nie był już w stanie z tego zaproszenia skorzystać. W kwietniu 1911 roku zmarł na zapalenie płuc w Pustelniku pod Warszawą. W roku 1912 ukazała się w Petersburgu pierwsza ilustrowana monografia jego twórczości.
Ćiurlionis otrzymał gruntowne wykształcenie muzyczne w Warszawie i Lipsku oraz niepełne wykształcenie malarskie w Warszawie. Niebawem okazało się, że jest kompozytorem cenionym, a malarzem genialnym. Dojrzałość malarza osiągnął nieprawdopodobnie szybko. Najlepsze swe dzieła stworzył w ciągu czterech lat między rokiem 1905 a 1909.
Kowno
Muzeum Čiurlionisa nie da się porównać z żadnym innym muzeum na świecie. Funkcjonalna architektura z lat trzydziestych nie zapowiada tego, co zawiera wnętrze. Gdy przybywamy tu pierwszy raz, do ostatniej chwili nie wiemy, w czym będziemy uczestniczyć. I oto z zaskakującego półmroku sal (spowodowanego względami konserwatorskimi) wyłaniają się obrazy promieniujące cichym, lecz nieodpartym światłem. Jeszcze nie wiemy, co te obrazy przedstawiają, a już czujemy, że zostaliśmy zaproszeni do uczestniczenia w misterium. Niemal jak w grocie Lascaux. Ale tutaj jest to misterium wschodzącego dwudziestego wieku.
Archetypowe odwołania do legend i mitów ludzkości sąsiadują tu z wyobrażeniami planet, gwiazd i galaktyk. Najlepsze obrazy Čiurlionisa samą kolorystyką ewokują nastrój "nadrzeczywistości". Sprawiają wrażenie, iż rzeczywistość oglądana jest nie z zewnątrz, lecz niejako od środka. Dzieje się to dzięki rozświetleniu motywu malarskiego, mimo, że gamy są zwykle wąskie a faktury matowe (malował głównie temperą i pastelem na papierze).
Transsymbolista
To, że Ćiurlionis od samego początku swej twórczości malarskiej przejawił skłonność do symbolizmu, wydaje się naturalną emanacją jego sposobu postrzegania świata. Jednak istoty jego odkrywczości nie można zamknąć ani w terminie "symbolizm", ani w terminie "abstrakcjonizm". Gdyby Ćiurlionis pozostał "symbolistą litewskim", byłby jednym z malarzy Europy wschodniej początku dwudziestego wieku i z pewnością nie dostrzeżono by w nim prekursora sztuki abstrakcyjnej lub surrealizmu. Z drugiej strony legenda "pierwszego abstrakcjonisty", do której wykreowania przyczynił się amerykański badacz estońskiego pochodzenia Aleksis Rannit, nie całkiem odpowiada prawdzie. Ćiurlionis zaczynał od naiwnie nastrojowego symbolizmu i aż dziw, jak prędko przeszedł do poważanego zaangażowania w problem wielowymiarowości przestrzeni. Równocześnie nie przestał malować znaków zodiaku, aniołów, podniebnych zamków i ołtarzy nieznanych bogów. Mimo swego kolorystycznego wyrafinowania nie one zdecydowały o oryginalności malarza. W istocie nigdy nie przestał być symbolistą, ale w najbardziej odkrywczych swych pracach radykalnie przekształcił sens symbolizmu. Pokazał, że sama przestrzeń przedstawiona w obrazie może być symbolem stanów wewnętrznych człowieka, a jednocześnie wyrazem wewnętrznego widzenia rzeczywistości zewnętrznej. Z tego powodu jego obrazy nie dają się porównać z niczym, co malowano w ówczesnej Europie. Prawdę mówiąc, nie dają się też porównać z niczym, co namalowano później.
Protoabstrakcjonista?
Przypisanie Ćiurlionisowi roli protoabstrakcjonisty mogło się wziąć z odczytania niektórych jego obrazów w świetle słów Alberta Auriera z jego "Symbolizmu w malarstwie" (1891): "Istotnie w oczach artysty, to znaczy w oczach człowieka wyrażającego Byty absolutne, przedmioty, to znaczy byty względne, które stanowią jedynie proporcjonalne do względności naszych umysłów przekłady bytów absolutnych i podstawowych - Idei, przedmioty nie mogą więc posiadać wartości jako przedmioty. Dla artysty mogą to być jedynie znaki. Są to litery ogromnego alfabetu, które wymienić potrafi tylko człowiek utalentowany" (przekład Hanny Morawskiej).
Rzeczywiście, jeden z ważnych tropów wiodących ku abstrakcjonizmowi zaczyna się od symbolizmu, ale nie jest to trop jedyny i nie ma tu miejsca na rozwijanie tego wątku.
Wewnętrzne widzenie
Istotą odkrywczości Ćiurlionisa jest przekroczenie granic symbolizmu, względnie wyciągnięcie z symbolizmu takich wniosków, jakich nikt poza nim nie wyciągnął. Na tej drodze nie miał też Ćiurlionis następców, trudno więc nazwać go prekursorem jakiegoś kierunku. Był raczej prekursorem pewnego rodzaju myślenia o świecie jako o zjawisku, w którym aspekt duchowy i materialny tworzą jedność, przejawiającą się na wszystkich szczeblach budowy materii - od mikrokosmosu do makrokosmosu. Czynienie artyście zarzutu, że w jego holistycznej wizji świata postać ludzka pojawia się marginalnie, byłoby małostkowością. Nie wątpimy bowiem, że wizja ta jest wewnętrznym widzeniem wielowymiarowej rzeczywistości. Wewnętrznym czyli psychicznym. I tylko to ma znaczenie.
Tryptyk "Fantazja" bywa też nazywany "Podróżą starca". Istotnie, w pierwszej części tryptyku dostrzegamy małą postać starego człowieka, rozpoczynającego wędrówkę przez jakieś dziwne światy, w których nad ziemią unoszą się skupiska kulistych kształtów emitujących promienie energii - jakby złożone z atomów molekuły. Postać ta czyni malowaną opowieść "wiarygodną" w warstwie literackiej, ale znacznie ciekawsze jest to, że oko widza wciągane bywa przez iluzoryczne otwory w powierzchni obrazu do sfery innej rzeczywistości, a rzeczywistość ta przy dokładnym oglądzie okazuje się przekształceniem motywu z innej części obrazu, co odczytujemy jako relatywizację przestrzeni.
W ośmioczęściowym cyklu "Zima" znakami mikrokosmosu stają się gwiazdki śniegowe, bryłki lodu i sople. Wybór motywu oczywiście umowny. Odczytujemy go właśnie w ten sposób dzięki spojrzeniu artysty, który elementy zimowego mikropejzażu bierze jakby pod lupę.
Więcej niż synestezja
Ważną siłą napędową twórczości malarskiej Čiurlionisa była idea odpowiedniości struktur muzycznych i plastycznych. W myśleniu Čiurlionisa-kompozytora było to coś więcej niż synestezja, o której zresztą w tamtej epoce wiele mówiono. Cechujący malarskie wyobrażenia przestrzeni swoisty strukturalizm Čiurlionisa skłaniał go na przykład do wypowiadania się w cyklach malarskich, w których nazwy poszczególnych części (zwykle Allegro, Andante, Scherzo, Finale) naprowadzają na analogie z muzyczną formą sonaty. I tak powstają "Sonata morza", "Sonata wiosny", "Sonata lata", "Sonata słońca", "Sonata węża", "Sonata piramid", "Sonata gwiazd". Jeszcze bardziej uderzające bywa dające się zauważyć w niektórych obrazach zjawisko, jakie można by nazwać budowaniem przestrzeni w oparciu o linie melodyczne. Obrazem, w którym struktura muzyczna została przedstawiona za pomocą formy plastycznej w sposób najbardziej ścisły jest "Fuga".
Sens przestrzeni
Motywem "Allegro" z "Sonaty wiosny" (1907) jest jakby skrawek jakiegoś lądu oglądany z lotu ptaka, utrzymany w delikatnej oliwkowo-płowej tonacji, zawieszony w nierzeczywistej przestrzeni wznoszącej się ku górze, jak w malarstwie chińskim. Został on powtórzony w trzech wariantach, niby motyw utworu muzycznego. Brzegi każdego z wariantów roztapiają się w świetlistej poświacie. Lekko zaznaczone układy linearne tworzą jakby "linię melodyczną" utworu, przepływającą przez wszystkie jego części. Powierzchnię ziemi przebijają otwory, symbolizujące pragnienie zajrzenia na "drugą stronę" rzeczywistości.
W "Andante" z "Sonaty słońca" (1907) oglądamy połowę globu ziemskiego wyobrażoną na tle umownie przedstawionego obszaru wód. Czy to jest ilustracja do Księgi Rodzaju? Raczej nie ilustracja, lecz aluzja, bo nie ma tu żadnej dosłowności w stosunku do biblijnego tekstu, podobnie jak składniki kompozycyjne obrazu przedstawione są raczej aluzyjnie niż realistycznie. A jednak przypominają się nam "wody pod sklepieniem" i "wody nad sklepieniem", widzimy też wody opływające glob ziemski i wyłaniający się z tych wód cypel lądu. W górnej części obrazu unoszą się falujące pasma chmur, przebijanych przez wiązki promieni światła. Te geometryczne w kształcie promienie trafiają na powierzchnię "praoceanu", zatapiają się w nim, a następnie przebijają glob ziemski, wyłaniając się zeń w dolnej części obrazu.
Duże znaczenie miała dla artysty wiedza astronomiczna. Był to okres wielkich fascynacji astronomią i astrofizyką, wielkich marzeń o podróżach pozaziemskich. Przypomnijmy, że w roku 1905 Albert Einstein ogłosił w Szwajcarii szczególną teorię względności, a w roku 1903 ukazała się we Lwowie powieść Jerzego Żuławskiego "Na srebrnym globie".
"Sonata gwiazd (1908, istnieją tylko "Allegro" i "Andante") to dwie kompozycje, przy których malowaniu artysta z pewnością korzystał z makroskopowych zdjęć astronomicznych. Zarazem jednak nie ma w nich żadnego naturalizmu. Kuliste ciała niebieskie, galaktyki i smugi mgławic gazowych zostały bardzo świadomie przekształcone w elementy kompozycyjne. Budują one przestrzeń, której ruchome sfery bezustannie przenikają się ze sobą. W "Allegro" mamy sugestię zakrzywiania się przestrzeni. W "Andante" kształt globu (niekoniecznie Ziemi) przenika elipsoidalny zarys galaktyki. Trudno o wyraźniejszą eksplikację mniemania, że mikrokosmos i makrokosmos zawierają się w sobie nawzajem.
Myśl, że w każdym fragmencie rzeczywistości zawarta jest potencjalnie całość rzeczywistości, wydaje się bardziej odkrywcza od stwierdzenia, że każdy fragment rzeczywistości posiada cechy właściwe całości. A przecież na gruncie fizyki myśl ta została sformułowana naukowo dopiero w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku.
Delikatnie zaznaczone w "Sonacie gwiazd" podziały prostopadle, które od strony czysto plastycznej porządkują kompozycję, są też prawdopodobnie znakami przeciwstawienia "ziemskich" wyobrażeń o przestrzeni podzielnej i stałej - wyobrażeniu płynnej, wiecznie ruchomej i niepodzielnej przestrzeni kosmicznej. Żeby nie było zbyt "abstrakcyjnie", obie kompozycje wieńczą małe postacie aniołów!
Rex
Charakter wizji kosmicznej ma też największy i prawdopodobnie ostatni obraz Čiurlionisa "Rex" (1909), malowany temperą na płótnie, o bardzo powściągliwej kolorystyce, opartej na kontraście chłodnych szarości z ciepłymi, brązami i ugrami. Koncentryczne kręgi układu kompozycyjnego przypominają trochę średniowieczne wyobrażenia sfer niebieskich i trochę mandalę. W rzeczywistości obraz nie jest ani jednym, ani drugim. Zwiewne, przejrzyste przenikanie się sfery gwiazd, planet i komet ze sferą czegoś, co można by nazwać rzutowaniem powierzchni globu na przestrzeń kosmiczną (jakby odbicie jej w wielkim wklęsłym "zwierciadle nieba") - to wszystko wywołuje sugestię przestrzeni zakrzywionej i mogło się zrodzić tylko w umyśle człowieka wschodzącego dwudziestego wieku. Skojarzenie z mandalą może być na tyle trafne, że obraz posiada promieniujący ośrodek w postaci podwójnego płomienia; ale akcent ten nie znajduje się - jak w mandali - w geometrycznym centrum kompozycji, umieszczony jest wyraźnie poniżej centrum.
A jednak, jeśli nie stosować kryterium formalnego, kompozycja ta jest rodzajem mandali, ponieważ przyciągający nasz wzrok świetlisty płomień nadaje duchowy sens ukazanemu obrazowi kosmosu. Przyglądając się bliżej dostrzegamy, że ogień ten pali się na czymś w rodzaju ołtarza jakiegoś starożytnego kultu, a odbija się w powierzchni oceanu, z którego ów ołtarz się wyłania. Wyłania się wraz z globem, w którego środku się znajduje. Ten glob to nie jest Ziemia, gdyż zarysy znajdujących się na nim kontynentów nie przypominają powierzchni naszej planety.
Dlaczego "Rex"? Dlatego, że dziwna forma architektoniczna, stanowiąca oś kompozycji, to "tron Boga". Dostrzegamy nawet koronę. W rysunku koncepcyjnym do tego obrazu artysta uwidocznił dostojną postać w powłóczystej szacie, przedstawioną zgodnie z bardzo tradycyjnymi wyobrażeniami. Później, chyba nagle, zrozumiał swoją naiwność. Postać Króla Stworzenia zniknęła z już zaczętego obrazu. (Pozostał zatarty, słabo widoczny zarys głowy). Tron Boga jest pusty. Ale to nie manifestacja ateizmu. Bóg ukrył się za swoim stworzeniem. Rolę duchowego centrum obrazu przejął świecący płomień. Historia sztuki mało zna dzieł, w których proces twórczej wyobraźni artysty odzwierciedliłby się tak bezpośrednio.
Jacek Antoni Zieliński, malarz i krytyk sztuki
Źródło:
"Nastroje i sztuka " - dodatek listopad/grudzień 2008 Nr 16