Salon Internetowy Mareckiego Ośrodka Kultury

salon

Salon Internetowy Mareckiego Ośrodka Kultury

Maria Teresa Krawczyk o Teresie Panasiuk

Wstęp do katalogu wystawy malarstwa Teresy Panasiuk w Galerii Mareckiego Ośrodka Kultury, 11 października - 26 listopada 2009.

Kolor, światło i kontrolowane intelektem emocje decydują o wartości i sile oddziaływania prac Teresy Panasiuk. Jej dojrzała, piękna (nie waham się użyć niechętnie obecnie uwzględnianego kryterium oceny!) twórczość przywraca wiarę w trwałość podstawowych wartości malarstwa.
Otwarta, życzliwa dla ludzi, jako artystka prezentuje typ samotnika. Nigdy nie należała do żadnej grupy twórczej. Obserwuje z krytyczną uwagą tendencje i aktualne "mody" nie znajdując w nich alternatywy dla własnych poszukiwań. Interesuje się historią i teraźniejszością malarstwa. Kalejdoskop ulubionych autorów jest długi i bardzo zróżnicowany. Uznanie i podziw nie skutkuje zapożyczeniami. Nawet niekwestionowane podobieństwo jej gwaszy do obrazów Marka Rothko nie wynika z "zapatrzenia", ponieważ zaczęła realizować swoje papiery zanim za pośrednictwem albumu poznała prace amerykańskiego malarza. Zbieżność rozwiązań świadczy jedynie o pokrewnej wrażliwości i paralelnym kierunku poszukiwań.
Malarstwo jest dla Teresy Panasiuk sposobem na życie. Przyznaje, że malowanie stało się dla niej nałogiem. Traktuje je jako pracę badawczą, swoiste laboratorium. W obrazie sumuje wiedzę, emocje, przeżycia duchowe i wzrokowe. Rozwój jej twórczości zmierzającej od realizmu w kierunku sztuki abstrakcyjnej, ale wciąż nasyconej treścią, można prześledzić na przykładzie pejzażu będącego leitmotivem jej obrazów olejnych oraz prac na papierze. Początkowo były to nastrojowe kompozycje oparte o studium natury, odznaczające się harmonią zestawień barwnych zdominowanych obecnością chłodnych tonacji zieleni i błękitów.
Udział w plenerach dostarczał okazji do zanurzenia się w krajobraz, do smakowania bogactwa barw i form występujących w naturze, śledzenia metamorfoz, jakim podlegają w rytmie zmieniających się pór roku i za sprawą zjawisk atmosferycznych. Śmiałym, pospiesznym gestem pędzla notowała wrażenia, koncentrując się na fragmentach pejzażu intrygujących plastycznie. Z czasem w zaciszu pracowni, już bez notatek, jedynie w oparciu o wspomnienia doznań wizualnych i towarzyszących im emocji - zaczęła kreować własną, plastyczną wizję krajobrazu. Na przełomie lat 60tych i 70tych namalowała szereg "fantazji na temat pejzażu"(określenia autorki) zrodzonych z marzeń o pięknych wakacjach. Początkowo bogatej palecie barw i zróżnicowanej fakturze towarzyszyła dynamiczna kompozycja. Potem ekspresja uległa wyciszeniu. Kolor zawładnął płaszczyzną obrazu. Na wzór pasiaka narastał smugami ku górze, lub łagodnie wypełniał cały jej kadr. Wędrująca linia horyzontu wytyczała kres krajobrazu. Ok. 1970 roku w pracach dominowały kompozycje z trzema strefami: wody, ziemi i nieba. Wkrótce ten trójpodział zaniknął. Obrazy zyskiwały wymiar nieogarnionych przestrzeni wypełnionych barwą. Światło. "Naturalne" ma uwiarygodnić - przechowywaną w pamięci i przeniesioną w rzeczywistość sztuki - wizję pejzażu. Wykreowane rządzi się autonomicznymi prawami. Koncentruje uwagę na wybranym fragmencie kompozycji, ślizga się po powierzchni, lub sączy się tajemniczo gdzieś z głębi. Tworzy nastrój, buduje dramaturgię opowieści. W alchemicznej symbiozie z kolorem wyczarowuje spektakl pastelowych świtów i czerwonych, w oranżu skąpanych zachodów słońca. Ożywia księżycowym blaskiem nieruchomą taflę wody.
Teresa Panasiuk posiada kapitalne wyczucie koloru. Można powiedzieć, że dysponuje w tym zakresie słuchem absolutnym. Farby kładzione cienkimi warstwami prześwitują, wywołując efekt migotania, iskrzenia. Zmiana oświetlenia sprawia, że fiolety i zielenie opalizują barwą niebieską, a matowa czerń nabiera lustrzanego połysku.
Szczerze podziwiam kunszt, z jakim posługuje się gamą pysznych zieleni. Wykorzystuje gradację tonów i półtonów - od delikatnych, po przez głębokie, nasycone, aż do chłodnych, niemal dysonansowych brzmień, aby przy ich pomocy w języku lirycznej abstrakcji opisać bujność i zmienność przyrody.
Zdradza, że kusi ją pomysł namalowania cyklu obrazów zainspirowanych czteroma porami roku. Ale i w dotychczasowym dorobku autorki znajdziemy prace, z których emanuje atmosfera wiosennego poranku, nostalgia jesiennych mgieł i deszczy, gorący oddech letniego dnia i dźwięcząca cisza śniegów zabarwionych na różowo gasnącymi promieniami słońca.
W latach dziewięćdziesiątych pojawiały się nowe, dynamizujące kompozycję elementy. Znaki roślino podobne. Odrealnione tajemnicze smugi bieli lub czerni, oraz kształty niemal geometryczne. Linie i pasy o różnej szerokości wkraczają w kadr pojedynczo, lub w rytmicznych układach. Krzyżują się, wyznaczają pionową oś kompozycji. Tworzą wewnętrzne ramy-okna. Klingą bieli tną płaszczyznę. Wynurzają się spoza krawędzi płótna, wychodzą sobie naprzeciw. W postaci wstęgi "opasują" obraz, migotliwą spiralą jawią się w prześwicie błękitu.
Podbój kosmosu musiał podziałać na wyobraźnię artystki zafascynowanej przestrzenią. W latach 60 tych zrealizowała ośmioczęściową " Kosmogonię". Do tematu powróciła w pracach najnowszych. Obcy, niepokojący a zarazem budzący tęsknotę krajobraz dalekich galaktyk. W bezdennej pustce unoszą się w stanie nieważkości lekkie formy. W głębokim mroku przestworzy zapalają się tajemnicze rozbłyski. I tak oto nieznająca granic fantazja artystki sięgnęła gwiazd.
Przystępując do pracy nad obrazem olejnym nie korzysta z notatek, ani ze wstępnych szkiców. Cały proces twórczy rozgrywa się na płótnie. Stąd kompozycje na papierze należy traktować, jako autonomiczną, niezwykle ważną dziedzinę jej twórczej aktywności. Na obecnej, drugiej indywidualnej wystawie Teresy Panasiuk w gościnnej Galerii Mareckiego Ośrodka Kultury, zobaczymy reprezentatywny wybór jej papierów z lat 1957-2009. We wczesnych pracach posługiwała się głównie plakatówkami i tuszem. Cienkie, naklejone na karton bibułki marszczyły się tworząc naturalną fakturę. W niewielkich, kameralnych pracach ujawnił się niezwykły temperament artystki, pomysłowość i bogactwo rozstrzygnięć formalnych. Obok kompozycji kipiących kolorem spotkamy rozwiązania niemal monochromatyczne. Farba kładziona rozlewiście lub podporządkowana strukturom. Wyrazisty, pełen ekspresji rysunek. Umiejętne wykorzystanie zastanej barwy podłoża.
A teraz gwasze. Malowane "na spad", wciągające do gry naturalny, nierówny obrys czerpanego papieru, jego fakturę. Odznaczają się wyrafinowaną paletą barw, szlachetną matowością, tkaninową puszystością powierzchni. Ich piękno nie wymaga grożących grafomaństwem komentarzy, a jedynie wrażliwego odbiorcy.
W 1974 roku powstał cykl liczący ponad 20 rysunków tuszem, który miał w założeniu tworzyć całość przygotowaną do zrolowania. Ów "Niewysłany list do Michijo Yamamoto" zapoczątkował całą serię "Listów" wysyłanych w kopertach do przyjaciół.
Na wystawie spotkamy niedawno ukończony obraz pt. "List do M ". Malowany czułym dotykiem pędzla, utrzymany w szaro-srebrzystej tonacji. Jest to praca niezwykła, bowiem w ramach jednej kompozycji nastąpiło symboliczne zjednoczenie malarstwa olejnego i gwaszy. Pojawiły się też tematy przedstawione w sposób dla nich charakterystyczny. Mamy więc kartkę papieru czerpanego, położoną lekko, niemal odstającą od tła, a na niej - na poły zatopione w mglistym krajobrazie - znaki nieznanego (może nawet pozaziemskiego?) alfabetu.

Przyjmijmy, że ten list Teresa Panasiuk kieruje do nas. Spróbujmy go odczytać. Wszak został napisany w uniwersalnym języku sztuki.


Maria Teresa Krawczyk