Dorota
Mężyk-Gębska jako wokalistka występuje na scenie od 7 roku
życia. Lubi śpiew i to każdy, od opery po operetkę, od pop
piosenek po rock i jazz; oczywiście docenia urok tych ostatnich,
jednak brak w nich, jak sama mówi, duchowości, a tę najbardziej
ceni. W 1980 roku ukończyła Wydział Wokalny Warszawskiej
Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w klasie prof. Krystyny
Szczepańskiej. M. in. była solistką Centralnego Zespołu
Artystycznego Wojska Polskiego, Opery Szczecińskiej, Teatru
Muzycznego w Oberhausen (Niemcy), Zespołu Muzyki Cerkiewnej.
Występowała w wielu krajach Europy. Ostatnio najchętniej
występuje solo w recitalu pt.: "Człowieczy los" poświęconym
ukochanej i podziwianej przez nią Annie German, akompaniuje
Czesław Majewski, wspaniały, bardzo popularny pianista.
W 1990 roku założyła Agencję Koncertową Muzyka, którą prowadzi do dziś. Zorganizowała kilkadziesiąt tysięcy koncertów, także dla widowni dziecięcej (od małych, bardzo kameralnych, po wielkie kilkudniowe festyny) z udziałem wybitnych artystów. Występowali m.in.: Hanka Bielicka, Jerzy Połomski, Marek Grechuta, Lidia Stanisławska, Edyta Geppert, Bohdan Smoleń, Jan Pietrzak, Jan Kobuszewski ze swoim kabaretem, wszyscy artyści z Piwnicy Pod Baranami.
AGENCJA
KONCERTOWA MUZYKA
- prowadzona przez Dorotę
Mężyk - Gębską i Bogdana Gębskiego
27 II 2005 - W Mareckim Ośrodku Kultury odbył się KONCERT WSPOMNIEŃ O ANNIE GERMAN zatytułowany "CZŁOWIECZY LOS". Niezapomniane
wielkie przeboje wykonała DOROTA MĘŻYK-GĘBSKA – wokalistka operowa (sopran), absolwentka warszawskiej Akademii
Muzycznej z udziałem MIECZYSŁAWA GAJDY -
aktora scen warszawskich.. Kierownictwo muzyczne i
akompaniament CZESŁAW MAJEWSKI.
Goście honorowi wieczoru: SYLWESTER MARZOCH z małżonką - autor
prezentowanej wtedy w Galerii Mareckiego Ośrodka Kultury wystawy plakatu artystycznego "Historia i wartości".
KILKA
SŁÓW O SOBIE
Występuję na scenie od 7 roku życia, kiedy to przez przypadek
poszłam z mamą na występy do Klubu Kubusia Puchatka, który
prowadziła znana artystka przedwojenna, Mira Grelichowska. I tak
to się zaczęło. Pani Mira ogłosiła przesłuchania dzieci do
zespołu wokalnego, na które się zgłosiłam i zostałam przyjęta.
Naszym kierownikiem był warszawski aktor z Teatru Narodowego,
Zbigniew Kryński, a grała nam na pianinie i komponowała dla nas
piosenki Teresa Niewiarowska (przyjaciółka Wandy Chotomskiej,
Mieczysława Gajdy). Zespół nazywał się Mini Babki (było w nim 7
dziewcząt). Wiele koncertowałyśmy, co tydzień śpiewałyśmy u pani
Miry Grelichowskiej. Brałyśmy udział w dużych koncertach
organizowanych przez Stołeczną Estradę, a prowadzonych i
reżyserowanych przez Mieczysławą Gajdę w warszawskiej Sali
Kongresowej, trwało to prawie 10 lat. Skończyłam szkołę
podstawową i poszłam jednocześnie do warszawskiego liceum im.
Batorego i do szkoły muzycznej II stopnia (odpowiednik średniej
szkoły) na wydział piosenkarski. Moimi profesorami byli tam
m.in. p. Zofia Bredy (śpiew - uczyła m.in. Łucję Prus), Tatiana
Woytaszewska (legendarna akompaniatorka), Alina Świderska
(dykcja - wykładała w Akademii Teatralnej, żona znanego
aktora-Bronisława Pawlika). Po drugim roku prof. Bredy
przeniosła mnie z wydziału piosenkarskiego na wydział śpiewu
solowego, (czyli śpiew operowy), uzasadniając decyzję moimi
uzdolnieniami wokalnymi. I tak oto zostałam śpiewaczką, a nie -
jak chciałam - piosenkarką. Zainteresowania jednak pozostały. W
1974 roku wicedyrektorem szkoły został Andrzej Salamon -
pianista, brat bardzo znanego kompozytora i pianisty Janusza
Senta, który zaproponował mi udział w eliminacjach do koncertu:
"To idzie młodość" festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. O dziwo,
tylko ja ze szkoły zakwalifikowałam się, śpiewałam piosenkę
specjalnie na ten cel napisaną przez A. Salomona, akompaniował
mi sam mistrz Janusz Sent. Zostałam zaproszona do udziału w
festiwalu.
I właściwie na tym powinien być koniec mojej przygody, bo
odebrano mi moją piosenkę, twierdząc, że się nie nadaje i dano
taką, która mi się nie podobała, ale jeżeli jej bym nie
zaakceptowała, to z Opola mogłam tylko zrezygnować. Dalej działy
się jeszcze dziwniejsze rzeczy, których do dnia dzisiejszego nie
umiem zrozumieć, ale wówczas miałam 19 lat, wszyscy wykładowcy w
szkole nie poświęcili dla mnie czasu, nikt nie zaprosił mnie na
ani jedną próbę z orkiestrą, żebym chociaż posłuchała aranżacji
orkiestrowej piosenki, którą miałam wykonać, a ja w swojej
naiwności myślałam, że to jest w porządku, i że wszyscy
przygotowują się sami. Najgorsze, że nie miałam nawet pianisty.
Kiedy przyjechałam do Opola, spotkałam tam Krzysia Mazura,
(aktor, grał Tomaszka w Nocach i dniach). Byliśmy oboje jak
zagubione błąkające się dzieci; jedyną próbą, jaką miałam, była
próba generalna, na której po raz pierwszy usłyszałam swoją
piosenkę w wykonaniu orkiestry i nie wiedziałam, czy mam się
skupić na słuchaniu orkiestry czy reżysera, który równocześnie
coś mówił. Mimo wszystko wykonałam ten utwór, którego dziś już
nie pamiętam, ale pamiętam jedyną osobę, która pomogła mi wtedy
przebrnąć psychicznie przez koszmar Opola. Był to młodziutki
(16-letni), Michał Bajor, który zajął się mną bardzo serdecznie.
W tym samym roku wzięłam również udział w innym festiwalu
piosenki - w Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Tu
przygotowania wyglądały wzorowo, każdy miał kilka prób z
orkiestrą w Kołobrzegu (przyjechaliśmy na koszt wojska tydzień
wcześniej), atmosfera była fantastyczna. Po moim występie
dostałam wspaniałe propozycje pracy w zawodowych zespołach
artystycznych (znakomite zarobki), ale się nie zgodziłam,
chciałam studiować.
I na tym moja przygoda z piosenką się zakończyła. Zdałam do
Akademii Muzycznej na wydział wokalny, dalsze śpiewanie piosenek
było surowo wzbronione, miałam się zająć tylko operą.
Studiowałam w klasie prof. Krystyny Szczepańskiej, wspaniałej
mezzosopranistki, solistki Teatru Wielkiego w Warszawie. Na II
roku studiów wybrałam się na Międzynarodowe Warsztaty Wokalne i
Instrumentalne w Weimarze. Byłam na kursie u Hanne Lore Kuse -
śpiewaczki Wagnerowskiej - to moje pierwsze kontakty
zagraniczne. Po III roku, kompozytor i przewodniczący Jeunnesse
Musical - Stanisław Moryto, zaproponował mi wyjazd w czasie
wakacji na letni festiwal muzyki współczesnej w Paryżu, aby
wykonać pieśni jego kompozycji do tekstów Baczyńskiego. I tu
również nie obyło się bez przygód: po pierwsze pieśni powstały
na dwa tygodnie przed wyjazdem (czasu na naukę, zwłaszcza muzyki
współczesnej nie było za dużo), po drugie pieśni były napisane
na sopran (a ja śpiewam mezzosopranem), ale jakoś sobie dałam
radę, po trzecie przed samym koncertem spadłam w Paryżu ze
schodów, (na szczęście nic mi się nie stało). Koncert odbył się
w gmachu radia francuskiego, podobno był nawet transmitowany,
ale mnie interesował wtedy Paryż, którym byłam zauroczona;
miasto, o którym tyle słyszałam, teraz stało przede mną otworem.
Mieliśmy jeszcze kilka koncertów, pamiętam, że ludzie chcieli
kupić moje płyty, ale gdzież biedna studentka z Polski (rok
1977) mogła mieć własne nagrania? W tamtych czasach? Nigdy nie
należałam do żadnej partii ani do żadnego stowarzyszenia, to był
cud, że w ogóle wyjechałam. Na studiach wraz z kolegami z
wydziału wokalnego, podróżowałam po całych Niemczech i Austrii,
występując w operze G.F. Haendla "Xerxes" - zagraliśmy przeszło
trzydzieści przedstawień w półtora miesiąca. Występowaliśmy pod
szyldami Teatru Wielkiego z Warszawy. W Warszawie graliśmy je
właśnie w Teatrze Wielkim.
Po skończeniu Akademii w 1980 roku, nie bardzo wiedziałam, co
mam ze sobą zrobić, właściwie nie wiedziałam, jak można się
zatrudnić w teatrze, myślałam, że to dyrektor sam proponuje
młodym adeptom role, (o ja naiwna!), dopiero później wydobyłam
od kolegów, informację, że w teatrach odbywają się przesłuchania
na role (dziś nazywa się to casting), ale wtedy o tym nie
wiedziałam. Kolega powiedział mi, że Centralny Zespół
Artystyczny Wojska Polskiego poszukuje młodych solistów i żebym
się zgłosiła. W zespole wytrzymałam 3 miesiące (obca mi była
ideologia komunistyczna) i występowałam głównie z orkiestrą
symfoniczną, śpiewając arię z opery Carmen w bardzo wielu
jednostkach dla szeregowych żołnierzy, którzy oklaskiwali nas
gorąco, zmuszając do wielu bisów.
Po tym żołnierskim epizodzie postanowiłam jednak zaciągnąć się
do prawdziwego teatru muzycznego. Napisałam prośby o
przesłuchanie, dostałam zaproszenie do Gdańska i do Szczecina. W
Gdańsku powiedziano, że odpowiedź przyjdzie pocztą, a w
Szczecinie zaproponowano mi natychmiast po przesłuchaniu rolę
Suzuki w Madame Butterfly Pucciniego. To jedna z głównych ról,
obok tytułowej bohaterki, dla mezzosopranu pierwszoplanowa. I to
był mój debiut, ale niestety nie do końca udany. Oto przed samą
premierą ogłoszono ....stan wojenny! Wszystkie teatry
zawieszono, premiera się odbyła miesiąc później, ale zmieniły
się układy polityczne i premierę musieli zaśpiewać
„partyjniacy”. Postanowiłam, że muszę wyjechać z kraju.
W tym czasie w teatrze nie było prawie pracy, przebywałam więc w
Warszawie, gdzie przecież mieszkałam, i nawiązałam współpracę z
Zespołem Muzyki Cerkiewnej, który działał przy Warszawskiej
Operze Kameralnej. Z muzyką cerkiewną nie spotkałam się nigdy
przedtem, a mimo to była mi tak bliska i znajoma, jakbym miała
ją we krwi (pewnie dlatego, że rodzina mojej mamy pochodzi ze
Lwowa, o którym słyszałam przez całe moje dzieciństwo same
wspaniałe opowieści). Z Zespołem Muzyki Cerkiewnej pod dyr.
Jerzego Szurbaka śpiewali wybitni artyści jak np. Bernard
Ładysz, Krystyna Szostek-Radkowa. Razem z tym zespołem
występowałam do 1985 roku. Objechałam z nimi Szwajcarię,
(nagraliśmy płytę), Francję, Finlandię. Braliśmy udział w
licznych festiwalach w kraju i poza granicami. Wszędzie byliśmy
przyjmowani entuzjastycznie, pamiętam, że często bisowałam. To
były świetne koncerty, nigdy nie widziałam takich spontanicznych
reakcji publiczności jak podczas naszych koncertów muzyki
cerkiewnej (muzyka m.in. Piotra Czajkowskiego).
Od 1985 roku wyjechałam na kontrakt do Niemiec (Zachodnich), do
teatru, w którym kiedyś debiutowała polska śpiewaczka, Żylis
Gara, do miasta Oberhausen. Był to teatr muzyczny. Wystawiano
tam operę, operetkę (którą Niemcy uwielbiają) i musical (od razu
wzięłam udział w „Jezus Christ Super Star”). Kontrakt mój
opiewał na śpiewanie solo i w chórze, jak większości Polaków,
których w tym teatrze było bardzo wielu (i w balecie, i w
orkiestrze, a dyrektorem muzycznym był Antoni Wicherek- były
dyrektor Teatru Wielkiego w Warszawie). Nie znałam niemieckiego,
uczyłam się go po prostu w biegu, bo praca w niemieckim teatrze
to naprawdę praca. Na raz przygotowuje się trzy różne gatunkowo
przedstawienia /opera, operetka, musical) przez 1 miesiąc, co
tydzień premiera . W międzyczasie wieczorem przedstawienia.
Myślę, że tak pracuje się w całym zachodnim świecie. Pod koniec
sezonu, kiedy już były tylko przedstawienia, bardzo mi się
nudziło, bo ranki miałam wolne. W teatrze tym byłam pięć lat,
śpiewałam tam w Hrabinie Maricy, w Rigoletto, w Evicie, w
Carmen, w Halce, Tosce, w bardzo wielu operetkach i operach.
Jak już pisałam, w tym niemieckim teatrze było bardzo wielu
Polaków i w 1989 roku urządziliśmy rok polski - Antoni Wicherek
wystawił Halkę (śpiewała ją Niemka), a polscy śpiewacy (6 osób)
przygotowali wieczór polskiej pieśni (śpiewaliśmy po polsku i po
niemiecku), który bardzo się podobał Niemcom.
W czasie mojego pobytu w Niemczech starałam się zmienić teatr,
ale przeszkody, które los mi zsyłał, były po prostu jak z filmu
(łącznie z wypadkiem samochodowym, kiedy jechałam na
przesłuchanie), za każdym razem kiedy miałam jakąś propozycję,
zawsze los mi krzyżował plany.
W 1990 roku ze względów rodzinnych, a także wiary, że w Polsce
nastąpiły trwałe zmiany i teraz będzie można się rozwijać
niezależnie od polityki i układów (o naiwności!), wróciłam do
Polski. Po paru miesiącach okradziono mnie ze sprzętu, którym
mieliśmy zarabiać na życie. Już jechałam z powrotem do
Oberhausen, kiedy na granicy polsko-niemieckiej postanowiłam
zostać i założyć agencję koncertową, aby organizować koncerty
sobie i swoim znajomym. I tak się stało. Zawsze lubiłam
organizować koncerty, na początku było bardzo trudno, ale ja
umiałam przekonać i zamawiających, i występujących, a
występowali: Hanka Bielicka, Jerzy Połomski, Marek Grechuta,
Lidia Stanisławska, Edyta Geppert, Smoleń, Jan Pietrzak, Jan
Kobuszewski ze swoim kabaretem, wszyscy artyści z Piwnicy Pod
Baranami i bardzo wielu innych.
Potem zaczęłam organizować olbrzymie festyny z zespołami
rockowymi, ale najbliższe są mi koncerty kameralne.
Pięć lat temu nagrałam razem z Witoldem Matulką (tenor) i
Barbarą Ropelewską (fortepian) - wszystkie pieśni Chopina. W
roku konkursu chopinowskiego zaśpiewałam kilkanaście koncertów z
muzyką Chopina (poezję recytowała Katarzyna Łaniewska).
W 1995 roku razem z Tomaszem Szumańskim (baryton) i Barbarą
Ropelewską (fortepian) zostaliśmy zaproszeni na festiwal k.
Dortmundu, aby wykonać koncert finałowy. Program tego koncertu
stanowiły pieśni Schuberta, Schummana, Chopina i duety z oper
Mozarta. Na koncert ten przyjechało prawie tysiąc osób i byliśmy
wspaniale przyjęci, choć śpiewać przed Niemcami Schuberta i
Schumana to nie lada wyzwanie.
W 2000 roku, po wysłuchaniu koncertu Natalii Kukulskiej
poświęconego jej matce, Annie Jantar (tragicznie zmarłej w
wypadku samolotowym), pomyślałam: "A kto zrobi koncert Annie
German? Przecież ona też miała bardzo dramatyczne, ciekawe życie
i śpiewała cudownie". Kupiłam jej archiwalne nagrania, i
słuchając tych piosenek postanowiłam, że choć jestem nieznana
(nigdy nie zbierałam swoich plakatów czy recenzji), zaśpiewam
jej repertuar, przygotowując koncert wspomnieniowy o wielkiej
artystce, której piosenek nikt nie śpiewa (chociaż teraz coraz
częściej słyszy się wykonania młodych wykonawców, ale
całościowego takiego programu jak mój, w którym oprócz piosenek,
jest również słowo o jej życiu, nie ma). To koncert
wspomnieniowy, hołd dla artystki i pamięci o niej, i dlatego
bardzo bym chciała, aby nikt nie pomyślał, że zagarnęłam jej
repertuar. W koncercie tym akompaniuje mi wspaniały pianista -
Czesław Majewski, który przygotował go od strony muzycznej
(nutowej). Jest w sztuce akompaniowania bardzo wrażliwy, czuły
na każdy oddech solisty i daje poczucie pewności. Koncert ten
zagraliśmy w kilku miejscach w Warszawie (dwie piosenki
śpiewałam podczas dużego koncertu w Sali Kongresowej w
Warszawie), w Łodzi, w pięknej sali w Szczawnie-Zdroju, na
festiwalu cygańskim w Gorzowie Wielkopolskim (amfiteatr) na
zaproszenie Edwarda Dębickiego (kompozytor cygański, który
komponował dla Anny German).
W 2002 roku nagrałam płytę dla Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii
w Zabrzu, kierowanej przez prof. Zbigniewa Religę. Jest to płyta
w całości poświęcona sercu, piosenki na niej nagrane napisali
m.in. Wanda Chotomska, Maria Czubaszek, Czesław Majewski,
Eugeniusz Majchrzak, Grażyna Orlińska i ja.
Obecnie chciałabym nagrać moje własne impresje muzyczne oraz
piosenki dla dzieci do słów Wandy Chotomskiej: "12 miesięcy".
Na początku mojej agencyjnej działalności pisałam wiele
programów i piosenek dla dzieci, które sama śpiewałam na bardzo
wielu koncertach. Rodzice często mnie pytali, gdzie mogli by je
kupić, po latach może je w końcu wydam ?
I to już chyba tyle...
Dorota Mężyk - Gębska