CLARITAS i SZMIRA
Z Aleksandrą Krupską,
malarką i konserwatorem dzieł sztuki,
rozmawia Andrzej Datko
Kościół i sztuka. Niegdyś problem ten nie budzi wątpliwości, nie wzniecał sporów. Sztuka w kościołach, od czasu Trydentu, miała określony zakres i wzory, pełniła przeznaczone jej funkcje i zadania. Współczesność zmieniła, a częściowo nawet zanegowała istniejącą harmonię. Nowa architektura, zmiany w liturgii, a przede wszystkim ewolucja samego Kościoła oraz oczekiwań i pragnień religijnych wiernych przewartościowały charakter, rolę i odbiór sztuki sakralnej. Jaka więc sztuka dzisiaj? Oscyluje obecnie między dewocyjną tandetą a awangardą. Jaka więc powinna być, jakiej chcemy, aby zaspokajając potrzeby religijne, prezentowała wysoki poziom artystyczny, aby współtworzyła wnętrze świątyni, waloryzując jej estetykę i sakralność? Jakich działań i inicjatyw potrzeba, aby współpraca artystów i Kościoła przyniosła widoczne efekty?
Publikując rozmowę z A. Krupską, redakcja "MŚ" pragnie zachęcić artystów, księży proboszczów i wiernych do wyrażenia poglądów w tej sprawie. Oczekujemy na wypowiedzi, polemiki, refleksje, listy, które będziemy zamieszczali w naszym piśmie.
Jest Pani konserwatorem dzieł sztuki, szczególnie gotyckiej, a także artystką uprawiającą malarstwo sakralne. Pozwala to zapewne na wnikliwszą ocenę współczesnej sztuki sakralnej i własnych dokonań, także przez odwołanie się do poprzednich epok i znajomości warsztatu dawnych twórców.
Tak, takie podwójne widzenie sztuki sakralnej ma zalety, nie można jednak pozwolić na zdecydowaną przewagę jednemu z dwóch kryteriów - przeszłości i własnych ocen. Sztuka religijna rozwija się tak jak sama religia i społeczeństwo, musi więc nadążać, czyli odzwierciedlać nowe aspekty wiary i postrzeganie świętych osób. Powinna w związku z tym poszukiwać nowych środków wyrazu i obrazowania. Nie można jednak przyznać jakiejś epoce artystycznej roli kanonu, wzorca dla wszelkiej sztuki religijnej.
A gotyk, którym się Pani zajmuje i który wyraził w sztuce ogromne napięcie religijne średniowiecza?
Gotyk to wyjątkowa epoka w sztuce religijnej i przyznaję, że jestem nim ciągle zafascynowana. Z różnych względów, nie tylko dlatego, że przepoił sakralnością wszelkie dziedziny życia. Powiedziałabym, że sztuka gotycka była najbardziej awangardowa w dziejach. Polegało to na tym, że zdecydowanie przełamano kanon estetyczny sztuki klasycznej dominującej przez tyle wieków. Gotyk to sztuka uniwersalna, międzynarodowa, tak jak ówczesne chrześcijaństwo. Urzeka mnie w nim to, że jest pozbawiony pychy, że jest czysty w idei i formie. Mimo syntetyczności i pewnej naiwności przedstawień jest tak przepojony duchowością, że wydaje się odrealniony. Jako przykład weźmy jeden z głównych Niegdyś ikonografia była czytelna, rozumiał ją każdy przeciętny widz. Język symboli był w średniowieczu powszechnie znany. Sztuka nadawała nawet kolorom chrześcijańskie treści, np. niebieski symbolizował niebo i życie duchowe, czerwony - cierpienie, władzę i to, co ziemskie. Wszyscy to wiedzieli.
Dzisiaj jest inaczej. Język symboli stał się trudny do rozszyfrowania, ludzie nie rozumieją symboliki, nie tylko dawnej. Przeciętny gust odbiorców ukształtowała sztuka XIX wieku, która uległa zbanalizowaniu, a to spłyciło odbiór i rozumienie sztuki religijnej. Myślę, że obecnie należałoby zmodyfikować i wzbogacić ikonografię chrześcijańską. Mieliśmy przedstawienia Chrystusa Pantokratora, Męża Boleści, franciszkańskiego Przyjaciela i Współbrata. A jaki jest Chrystus współczesny? Dodam jeszcze, że konserwator bardziej "szanuje" dzieło sztuki. Wnika w jego materię, a w niej jest zakodowany talent artysty, jego warsztat. Wiele obrazów cudownych i kultowych ma bardzo dobrą jakość artystyczną. Często po usunięciu przemalowali, wstawek, ukazuje się cały kunszt artysty. To uczy pokory.
Co można zatem powiedzieć o współczesnej sztuce religijnej i sakralnej, bo to nie jest chyba to samo?
To nie jest to samo i do rozróżnienia tych dwóch jakości stosowano i stosuje się różne kryteria. Można powiedzieć, że dawniej sztuka religijna, klasyfikowana także jako dewocyjna (tak określają sztukę "kościelną", dla masowego odbiorcy, niektórzy teoretycy sztuki), była zamknięta w pewnych ramach, skonwencjonalizowana. Posługiwano się typowymi układami postaci, typowymi symbolami i alegoriami: palma, lilie, ekstazy cierpienia, Złożenie do Grobu, Chrystus w Tłoczni Mistycznej itp.
Sztuka współczesna przełamała zastane kanony artystyczne jak niegdyś gotyk i tak jak on ma ogromne perspektywy rozwoju. Dlatego współczesna sztuka religijna ma większe możliwości, dysponując wielością środków wyrazu, może osiągnąć większą ekspresję. Może więc bardzo nowatorsko przedstawiać rzeczywistość religijną i stosunek do niej współczesnego człowieka. Chce on w sztuce religijnej odnaleźć siebie, swoje problemy i zagrożenia. Przykładem tego jest obecność współczesnych dramatów w wielkiej sztuce religijnej, a właściwie sakralnej - u Chromego, Rząsy, Kulona.
Jak w tym wszystkim funkcjonują artyści uprawiający sztukę religijną i czy skutki ich działania są widoczne w kościołach?
Według mojego rozeznania mamy obecnie w kościołach dwa rodzaje sztuki religijnej: awangardę i szmirę. Dzieł awangardowych jest niewiele, często reprezentują one swoisty antyestetyzm i z tego względu nie są pozytywnie odbierane. W małym stopniu wpływają na zmianę i jakość przeżyć religijnych i odbiór treści sakralnych. Z drugiej strony istnieje to, co należy określić mianem szmiry. Masowa produkcja dewocjonaliów, sprowadzanie tej masówki z Włoch skutecznie wyeliminowało sacrum ze sztuki. Matka Boża w tych przedstawieniach przypomina lalkę Barbie, a Dzieciątko wygląda jak przeniesione z reklamy odżywek dla dzieci.
Prawdziwe malarstwo religijne - dewocyjne, kościelne - jest właściwie w zaniku. Wizerunek musi być zamówiony, a proboszczowie rzadko zwracają się z tym do artystów. Z drugiej strony praca na zamówienie jest dla współczesnego artysty pewnym ryzykiem. Dzieło ukazuje bowiem jego duchowość, wnętrze, poziom wiedzy religijnej. Nie każdy chce się poddać takiemu sprawdzianowi przy zbyt sztywnych kryteriach zamawiającego. Wiąże się z tym niebezpieczeństwo rutynowego podejścia do sztuki religijnej, niewychodzenia poza tradycyjne wzory i schematy kompozycji.
Inaczej jest ze sztuką sakralną, której zakres jest szerszy niż tradycyjnej sztuki religijnej. Nie musi ona przedstawiać postaci świętych, ale powinna ewokować odczucie innej rzeczywistości. Takie malarstwo powstaje, mówiąc banalnie, z potrzeby serca. Jest to sztuka osobista, kameralna. Większość tworzących ją artystów czyni to na podstawie własnych przemyśleń i wrażliwości, nic myśląc o wystawach i sprzedaży swoich prac. Ale właśnie taka sztuka otwiera jakąś perspektywę nowego ujęcia sakralności. Temperament, przeżycia wewnętrzne poszczególnych twórców pozwalają im tworzyć własny język symboli, który może zapoczątkować nową sferę odczuć i znaczeń.
A jak Pani podchodzi do tych problemów jako artystka uprawiająca malarstwo sakralne?
Trudno jest w tym kontekście mówić o sobie, ale naturalnie mam własne doświadczenia. Malowałam na zamówienie i "dla siebie", inspirowana wewnętrzną potrzebą. Mój tryptyk pasyjny i tryptyk Błogosławionych Powstańców Polskich znajduje się w parafii warszawskiej pod tym wezwaniem. Obrazy inspirowane postacią Jana Pawła II są w zbiorach na Jasnej Górze. Malowałam także świętych zakonu redemptorystów do kościoła w Paczkowie. W tryptyku nawiązałam w jakimś stopniu do bliskiego mi średniowiecza - w sensie wzoru, a nie koncepcji. Motywy drzewa, łuki gotyckie, złoto w moim odczuciu mają ukazać zetknięcie się naszej codzienności z duchowością, której wysublimowaną postać prezentuje gotyk. Chciałabym, aby ten obraz odbierano jak średniowieczny chorał w nowoczesnym kościele.
Malując obrazy sakralne z własnej inwencji, staram się wyrazić sacrum środkami naturalnymi, które wszyscy znamy, ale które mogą ukazać istnienie tajemnicy, głębi. Mogą to być motywy drzewa, góry, które uwydatniają założenia ideowe obrazu. Lubię także motyw okna. Wskazuje on, że choć życie ludzkie jest wplecione w określone realia, to istnieje także inna rzeczywistość, do której można dążyć. Myślę, że trzeba dopatrywać się świętości w codzienności, w świecie i przez to ogólne sacrum dotrzeć do Jedynego, do Boga konkretnego, osobowego. To staram się przedstawiać.
Czego potrzeba i brakuje polskiej sztuce sakralnej?
Przede wszystkim i bardzo: mądrych inwestorów, mecenasów i konkursów. W Kościele powinni znaleźć się zleceniodawcy świadomi potrzeb estetycznych i kultowych oraz z rozeznaniem w sztuce współczesnej. Wtedy nowe świątynie zmienią wygląd i może zabłyśnie w nich owa claritas.
Równie ważne są konkursy. Są one właściwie niezbędne dla rozwoju sztuki sakralnej. Muszą być tylko właściwie zorganizowane. Niestety, są wielką rzadkością i zwykle wyznaczają kilkutygodniowy termin oddania prac. To właściwie uniemożliwia uczestnictwo artyście, który ma coś do powiedzenia. Wyjątkiem były konkursy organizowane przez paulinów z Jasnej Góry. Założenia ideowe podawano rok wcześniej, a po rozstrzygnięciu konkursu organizowano ciekawe wystawy nadesłanych prac, np. "Inspiracje religijne w malarstwie i grafice polskiej".
Sądzę, że mecenat i konkursy, trwale uprawiane, z pewnością rozwinęłyby sztukę religijną i sakralną, tę prawdziwą i mającą coś do powiedzenia.
Rozmawiał Andrzej Datko, "Miejsca Święte" NR 2 (84) 2004