Salon Internetowy Mareckiego Ośrodka Kultury

salon

Salon Internetowy Mareckiego Ośrodka Kultury

Cyprian Kamil Norwid (1821-1883)

zdjęcieCyprian Kamil Norwid, przedstawiciel ostatniego pokolenia romantyków, urodził się 24 września 1821r. w Laskowie-Głuchach niedaleko Radzymina. Pochodził z ubogiej rodziny szlacheckiej. W wieku trzech i pół lat stracił matkę, gdy miał lat czternaście - zmarł ojciec. Wychowywany wraz z trojgiem rodzeństwa przez krewnych nie zaznał stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Osobiste doświadczenia sieroctwa wywarły wpływ na Jego twórczość, stając się zawiązkiem jednej z najbogatszych paraboli Norwidowskich. Poeta, malarz, rytownik od 1831 roku kształcił się w Warszawie; w roku 1842 wyjechał do Drezna, Monachium i Florencji. We Włoszech odbył studia u słynnego rzeźbiarza Luigi Pampaloniego. Tam także przeżył nieszczęśliwą miłość do córki szefa warszawskiej policji, Marii Kalergis. Nieodwzajemnione uczucie przez wiele lat wpływało na tematykę twórczości Norwida. Podejrzany o związki z antycarskimi spiskami został w 1846 roku osadzony w berlińskim więzieniu; uwolniony po miesiącu, związał swe losy z życiem Wielkiej Emigracji. W Rzymie poznał m. in. Mickiewicza i Krasińskiego. W roku 1849 przybył do Paryża, gdzie zaprzyjaźnił się z Szopenem i Słowackim. Z trudem utrzymywał się dzięki niewielkim honorariom za prace literackie i rytownicze. Ogłosił za życia zaledwie kilka broszur, wierszy oraz poemat "Promethidion". Spuściznę literacką Norwida wydano dopiero w wieku XX z inicjatywy Z. Przesmyckiego i J. W. Gomulickiego. Do najbardziej znanych utworów poety należą: cykl wierszy "Vade-mecum" poemat "Romethidion", nowela "Ad leones", traktat "O Juliuszu Słowackim", dramat "Pierścień wielkiej damy”. Norwid dotknięty głuchotą ostatnie lata życia spędził w polskim przytułku dla emigrantów w Zakładzie św. Kazimierza w Ivry koło Paryża. Zmarł 23 maja 1883 roku; Jego prochy spoczywają w polskim grobie zbiorowym na cmentarzu w Montmorency. Mieczysław Jastrun tak oto opisuje twórczość Norwida: "...fenomen Norwida polega na tym, że poeta ten w wielu przypadkach przewyższył poezję krajów o starych kulturach - pozostał jednak nieznany dla zagranicy (...). Jego teoria przemilczeń i milczenia wyprzedziła pojmowanie sztuki poetyckiej w naszych czasach (...). Cywilizacja, sztuka, moralność, wolność człowieka i wolność narodu - to był nieustający temat autora i jego nieustanna troska". [M. Jastrun, Milczący triumfator, 1955-1958 w: Gwiaździsty diament, 1971].

Wybór wierszy: Dorota Gołaszewska

MOJA PIOSNKA [I]

             POL. - FU speak to him again
             What do you read, my lord?...
             HAM. - Words, words, words!
                          Shakespeare


Źle, źle zawsze i wszędzie,
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie..

*

Nie rozerwę, bo silna,
Może święta, choć mylna,
Może nie chcę rozerwać tej wstążki;
Ale wszędzie - o! wszędzie -
Gdzie ja będę, ta będzie:
Tu - w otwarte zakłada się książki,
Tam u kwiatów zawiązką,
Ówdzie stoczy się wąsko,
By jesienne na łąkach przędziwo,
I rozmdleje stopniowo,
By ujednić na nowo,
I na nowo się zrośnie w ogniwo.

*

Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie.
Niech mi puchar podadzą i wieniec!...
I włożyłem na czoło,
I wypiłem, a wkoło
Jeden mówi drugiemu: "Szaleniec!!"
Więc do serca o radę
Dłoń poniosłem i kładę,
Alić nagle zastygnie prawica:
Głośno śmieli się oni,
Jam pozostał bez dłoni,
Dłoń mi czarna obwiła pętlica.

*

Źle, źle zawsze i wszędzie,
Ta nić czarna się przędzie:
Ona za mną, przede mną i przy mnie,
Ona w każdym oddechu,
Ona w każdym uśmiechu,
Ona we łzie, w modlitwie i w hymnie.

*

Lecz, nie kwiląc jak dziecię,
Raz wywalczę się przecie;
Złotostruna, nie opuść mię, lutni!
Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę - ta serce uleczy!
I zagrałem...
...i jeszcze mi smutniej.


             Pisałem we Florencji 1844 r.

 

180 Rocznica urodzin Norwida w Watykanie
Było to niewątpliwie wydarzenie bez precedensu. 2 lipca 2001 roku, podczas audiencji dla pracowników Instytutu Polskiego w Rzymie oraz naukowców - znawców twórczości Cypriana Kamila Norwida, Jan Paweł II oddał hołd "jednemu z największych poetów i myślicieli, jakich wydała chrześcijańska Europa".
Mamy wszyscy wielki dług w stosunku do tego poety, czwartego wieszcza - mówił Ojciec Święty - (...) Zawsze uważałem, że miejscem, w którym powinien spocząć Cyprian Norwid, jest krypta wieszczów w katedrze na Wawelu. (...) Dobrze, że teraz przynajmniej urna z ziemią ze zbiorowej mogiły, w której poeta został pochowany, znajdzie na Wawelu należne mu miejsce w ojczyźnie, bo ojczyzna, pisał Norwid, "jest to miejsce, w którym najlepiej spocząć i umrzeć".
W przemówieniu papieskim szczególnie przejmująco zabrzmiał fragment dotyczący poczucia duchowej bliskości Jana Pawła II z dziełem Norwida: Chciałem rzetelnie spłacić mój osobisty dług wdzięczności dla poety, z którego dziełem łączy mnie bliska, duchowa zażyłość, datująca się od lat gimnazjalnych - stwierdził Ojciec Święty. Przypomniał, że podczas okupacji niemieckiej myśli Norwida podtrzymywały naszą nadzieję pokładaną w Bogu, a w okresie niesprawiedliwości i pogardy, z jaką system komunistyczny traktował człowieka, pomagały nam trwać przy zadanej prawdzie i godnie żyć.
Cyprian Norwid pozostawił dzieło, z którego emanuje światło pozwalające wejść głębiej w prawdę naszego bycia człowiekiem, chrześcijaninem, Europejczykiem i Polakiem.
Jan Paweł II zwrócił uwagę, że siła autorytetu, jakim jest dla nas Norwid, bierze się z krzyża. - Jakże wymownie jego "scientia crucis" odsłania się w słowach: "Nie za sobą z krzyżem Zbawiciela, ale za Zbawicielem z krzyżem swoim"(...). Ta to jest nareszcie tajemnica ruchu sprawiedliwego". "Scientia crucis" pozwala Norwidowi oceniać ludzi według tego, czy umieli cierpieć razem ze Zbawicielem, który "korzeniem wszelkiej prawdy jest był i będzie". Norwid przypomniał też Polakom, że zaszczyt bycia człowiekiem, nie do pojęcia "na ziemi", "jest zrozumialszy w niebie", dokąd droga wiedzie właśnie przez bramę krzyża. Przechodząc przez nią człowiek dostrzega, że prawda jego bycia człowiekiem przerasta go nieskończenie. Z niej jest jego wolność. "Wszystko bierze żywot z Ideału". Do ideału człowiek pielgrzymuje, ale otrzymuje go w darze. "Prawda się razem dochodzi i czeka!", bo "człowieczość" jest Boża.
Nawiązując do słów Norwida Jan Paweł II podkreślił, że człowiek to kapłan, jeszcze "bezwiedny i niedojrzały", którego życiowym zadaniem jest od samego początku budowanie mostów (ponti-fex) łączących człowieka z człowiekiem, a wszystkich z Bogiem. Marne są społeczeństwa, w których zanika ów kapłański charakter osoby ludzkiej. Ta myśl zawsze była mi bliska. Mogę powiedzieć, że w pewnym stopniu kształtuje ona społeczny wymiar mojego pontyfikatu, wyjawił Papież.
W swoich refleksjach podczas audiencji z okazji 180 rocznicy urodzin Cypriana Kamila Norwida Papież podkreślił, iż poeta z wielkim bólem mówił Polakom, że nie będą dobrymi patriotami, jeśli wpierw nie będą pracowali na swoje człowieczeństwo. Żeby bowiem móc rozwiązać zadanie: "co to jest Polak", trzeba nie być "dzisiejszej Polski obywatelem (...) tylko trochę przeszłej i dużo - przyszłej". Ojczyzna według Norwida, znajduje się w nieskończonej Przyszłości, tak, że znajdziesz ją wszędzie, nawet "na krańcach bytu". Kto o tym zapomina, robi z ojczyzny sektę, a w końcu wstępuje w szeregi tych, którzy są "wielcy - w prywatnych rzeczach; w publicznych? _ prywatni!". Taka jest zasada chaosu w każdym społeczeństwie - przypomniał słowa poety Ojciec Święty.
Ileż polskich spraw toczyłoby się inaczej, gdyby Polacy w swoim sumieniu prawdę głoszoną przez Norwida, że "Ojczyzna jest to zbiorowy obowiązek", który składa się w naturze rzeczy z dwóch: z obowiązującego Ojczyznę dla człowieka i obowiązującego człowieka dla Ojczyzny".

Na podstawie KAI oprac. A.B.
Gość Niedzielny 28/2001

 

MODLITWA

Przez wszystko do mnie przemawiałeś - Panie,
Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie;
Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem,
Pochwałą wreszcie - ach - nie twoim kwiatem...

I przez tę rozkosz, którą urąganie
Siódmego nieba tchnąć się zdaje - latem _
I przez najsłodszy z darów Twych na ziemi,
Przez czułe oko, gdy je łza ocierni;
Przez całą dobroć Twą, w tym jednym oku,
Jak całe niebo odjaśnione w stoku!...

Przez całą Ludzkość z jej starymi gmachy,
Łukami, które w kolumnach trwają,
A zapomniane w proch włamując dachy,
Bujnymi z nowa liśćmi zakwitają,
Przez wszystko!...

Panie ja nie miałem głosu
do odpowiedzi godnej - i - milczałem:
Błogosławionym zazdrościłem stosu
i do Boleści jak do matki drzałem -
I jak z bliźnięciem zrosły w pół z zapałem,

Na cztery strony świata mając ramię,
gdy doskonałość Twą obejmowałem,
To jedno słowo wyjąknąwszy: "kłamię",
Do niemowlęctwa wracam...

Jestem znamię!...
Sam głosu nie mam, Panie - dałeś słowo,
Lecz wypowiedzieć któż ustami zdoła?
Przez Ciebie prochów stałem się Jehową,
Twojego w piersiach mam i czczę anioła _
To rozwiąż jeszcze głos - bo anioł woła.



PIEŚŃ OD ZIEMI NASZEJ

             Et aux horions, Von verra qui
             a meilleur droit - -
                          Jeanned' Arc

                          1

Tam, gdzie ostatnia świeci szubienica,
Tam jest mój środek - dziś tam ma stolica,
Tam jest mój gród.
Od wschodu - mądrość - kłamstwa i ciemnota,
Karności harap lub samotrzask z złota,
Trąd, jad i brud.

Na zachód - kłamstwo - wiedzy i błyskotność,
Formalizm prawdy - wnętrzna bez-istotność,
A pycha pych!

Na północ - Zachód z Wschodem w zespoleniu,
A na południe - nadzieja w zwątpieniu
O złości złych!

                          2

Więc - mamże oczy zakryć i paść twarzą,
Wołając: "Kopyt niech mię grady zmazą,
             Jak pierwo-traw!"

Lub mamże barki wyrzucać do góry
Za lada gwiazdką ze złotymi pióry -
             Za sny nieść jaw?

Więc mamże nie czuć, jaką na wulkanie
Stałem się wyspą, gdzie łez winobranie
             I czarnej krwi!...

Lub znać, co ogień z łona mi wypali?
Gdzie spełznie? - odkąd nie postąpi dalej ? -
             I - zmarszczyć brwi...

                          3

Gdy ducha z  mózgu nie wywikłasz tkanin,
Wtedy cię czekam - ja, głupi Słowianin -
Zachodzie - ty!...

A tobie, Wschodzie, znaczę dzień - widzenia,
Gdy już jednego nie będzie sumienia
             W ogromni twej.

Południe! klaśniesz mi, bo klaszczesz mocy;
A ciebie minę, o głucha Północy,
             I wstanę sam.

Braterstwo ludom dam, gdy łzy osuszę,
Bo wiem, co własność ma - co ścierpieć muszę:
             Bo już się znam.



BEMA PAMIĘCI ŻAŁOBNY-RAPSOD

             ...Iusiurandum parti datum usque ad hanc
             diem ita servavi...
                                       Annibal
                          I
Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan?
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan,
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
- Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą, i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami,
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki...
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami...

                          II

Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa;
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona...
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

                          III

Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne,
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne...

                          IV

Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął...

                          V

Dalej - dalej - aż kiedy stoczyć się przyjdzie do grobu
1 czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem, jak starą ostrogą...

                          VI

I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą - pleśń z oczu zgarną narody...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dalej - dalej - -



SIŁA ICH
Fraszka

Ogromne wojska, bitne generały,
Policje - tajne, widne i dwu-płciowe -
Przeciwko komuż tak się pojednały? -
Przeciwko kilku myślom... co nie nowe!.



MOJA PIOSNKA [II]

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba...
Tęskno mi, Panie...

             *

Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą...
Tęskno mi, Panie...

             *

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są jak odwieczne Chrystusa wyznanie:
"Bądź pochwalony!"
Tęskno mi, Panie...

             *

Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej...
Tęskno mi, Panie...

             *

Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak - nie za nie -
Bez światło-cienia...
Tęskno mi, Panie...

             *

Tęskno mi ówdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przyjaźni mojej!...
Tęskno mi, Panie...



[COŚ TY ATENOM ZROBIŁ, SOKRATESIE]
(fragment)
                          I

Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,
Że ci ze złota statuę lud niesie,
Otruwszy pierwej?...

Coś ty Italii zrobił, Alighieri,
Że ci dwa groby stawi lud nieszczery,
Wygnawszy pierwej?...

Coś ty, Kolumbie, zrobił Europie,
Że ci trzy groby we trzech miejscach kopie,
Okuwszy pierwej?...

Coś ty uczynił swoim, Camoensie,
Że po raz drugi grób twój grabarz trzęsie,
Zgłodziwszy pierwej?...

Coś ty, Kościuszko, zawinił na świecie,
Że dwa cię głazy we dwu stronach gniecie
Bez miejsca pierwej?...

Coś ty uczynił światu, Napolionie,
Że cię w dwa groby zamknięto po zgonie,
Zamknąwszy pierwej?...

Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

                          II

Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,
Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?
Bo grób Twój jeszcze odemkną powtórnie,
Inaczej będą głosić Twe zasługi
I łez wylanych dziś będą się wstydzić,
A lać ci będą łzy potęgi drugiej
Ci, co człowiekiem nie mogli Cię widzieć...

                          III

Każdego z takich jak Ty świat nie może
Od razu przyjąć na spokojne łoże,
I nie przyjmował nigdy, jak wiek wiekiem,
Bo glina w glinę wtapia się bez przerwy,
Gdy sprzeczne ciała zbija się aż ćwiekiem
Później... lub pierwej...

Pisałem w Paryżu 1856 r., w styczniu



DO OBYWATELA JOHNA BROWN
(Z listu pisanego do Ameryki w 1859, listopada)

Przez Oceanu ruchome płaszczyzny
Pieśń Ci, jak mewę, posyłam, o! Janie..
Ta lecieć długo będzie do ojczyzny
Wolnych - bo wątpi już: czyją zastanie?..
- Czy też, jak promień Twej zacnej siwizny
Biała - na puste zleci rusztowanie:
By kata Twego syn rączką dziecinną

                          *

Kamienie ciskał na mewę gościnną!
Więc, niźli szyję Twoją obnażoną

Spróbują sznury, jak jest nieugiętą;
Więc, niźli ziemi szukać poczniesz piętą,
By precz odkopnąć planetę spodloną -
A ziemia spod stóp Twych, jak płaz zlękniony,
Pierzchnie -
więc, niźli rzekną: "Powieszony..."
Rzekną i pojrzą po sobie, czy kłamią? - -
Więc, nim kapelusz na twarz Ci załamią,
By Ameryka, odpoznawszy syna,
Nie zakrzyknęła na gwiazd swych dwanaście:
"Korony mojej sztuczne ognie zgaście,
Noc idzie - czarna noc z twarzą Murzyna!"

                          *
Więc nim Kościuszki cień i Waszyngtona
Zadrży - początek pieśni przyjm, o! Janie...

Bo pieśń nim dojrzy, człowiek nieraz skona
A niźli skona pieśń, naród wpierw wstanie.



PRZESZŁOŚĆ

                          1

Nie Bóg stworzył przeszłość, i śmierć, i cierpienia,
Lecz ów, co prawa rwie;
Więc - nieznośne mu dnie;
Więc, czując złe, chciał odepchnąć spomnienia!

                          2

Acz nie byłże jak dziecko, co wozem leci,
Powiadając: "O, dąb.."
- Gdy dąb stoi, wóz z sobą unosi dzieci.

                          3

Przeszłość jest to dziś,  tylko cokolwiek dalej:
Za kołami to wieś,
Nie jakieś tam coś, gdzieś,
Gdzie nigdy ludzie nie bywali!...



W WERONIE
             1

Nad Kapuletich i Montekich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu -

             2

Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów,
I gwiazdę zrzuca ze szczytu -

             3

Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
Że dla Romea ta łza znad planety
Spada - i groby przecieka;

             4

A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Ze to nie łzy są, ale że kamienie,
I - że nikt na nie nie czeka!



HARMONIA

             1

I nerwów gra, i współ-zachwycenie,
I tożsamość humoru -
Łączą ludzi bez sporu:
Lecz bez walki nie łączy sumienie!

             2

Trudne z łatwym w przeciwne dwie strony
Rozerwą wprzód człowieka,
Nim harmonii doczeka -
Odepchną wprzód, gdzie zmarłych miliony

             3

W gwiazd harmonię poglądać weseléj
Przez wiele lat samotnych,
Niż w źrenicach błyskotnych
Wyczytać raz - co? serca rozdzieli!...



PIELGRZYM

             1

Nad stanami jest i stanów - stan,
Jako wieża nad płaskie domy
Stercząca, w chmury...

             2

Wy myślicie, że i ja nie Pan,
Dlatego że dom mój ruchomy
Z wielbłądziej skóry...

             3

Przecież ja - aż w nieba łonie trwam,
Gdy ono duszę mą porywa,
Jak piramidę!

             4

Przecież i ja - ziemi tyle mam,
Ile jej stopa ma pokrywa,
Dopokąd id ę!...



FATUM
             I

Jak dziki zwierz przyszło Nieszczęście do człowieka
I zatopiło weń fatalne oczy...
- Czeka - -
Czy, człowiek, zboczy?

             II

Lecz on odejrzał mu, jak gdy artysta
Mierzy swojego kształt modelu;
I spostrzegło, że on patrzy - co? skorzysta
Na swym nieprzyjacielu:
I zachwiało się całą postaci wagą
- - I nie ma go!



JAK...

Jak - gdy kto ciśnie w oczy człowiekowi
Garścią fijołków i nic mu nie powié...
             *
Jak - gdy akacją z wolna zakołysze,
By woń, podobna jutrzennemu ranu,
Z kwiaty białymi na białe klawisze
Otworzonego padła fortepianu...
             *
Jak - gdy osobie stojącej na ganku
Daleki księżyc wplata się we włosy,
Na pałającym układając wianku
Czoło - lub w srebrne ubiera je kłosy.
             *
Jak - z nią rozmowa, gdy nic nie znacząca,
Bywa podobną do jaskółek lotu,
Który ma cel swój, acz o wszystko trąca,
Przyjście letniego prorokując grzmotu,
Nim błyskawica uprzedziła tętno -
Tak...
...lecz nie rzeknę nic bo mi jest smętno.



CZUŁOŚĆ

Czułość - bywa jak pełny wojen krzyk,
I jak szemrzących źródeł prąd,
I jako wtór pogrzebny...

I jak plecionka długa z włosów blond,
Na której wdowiec nosić zwykł
Zegarek srebrny - - -



JĘZYK-OJCZYSTY

"Gromem bądźmy pierw niźli grzmotem,
Oto tętnią i rżą konie stepowe;
Górą czyny !...
- a słowa? a myśli?...
- potem!..
Wróg pokalał już i Ojców mowę -"
Energumen tak krzyczał do Lirnika
I uderzał w tarcz, aż się wygięła.
Lirnik na to: . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . "Nie miecz, nie tarcz - bronią Języka,
Lecz - arcydzieła!" -



PSALM WIGILII

                          I

O, dzięki Tobie, Ojcze ludów - Boże,
Że ziemię wolną dałeś nam i nagą,
Ani oprawną w nieprzebyte morze,
Ni przeciążoną gór dzikich powagą,
Lecz jako piersi otworzoną Boże...

                          II

Więc na arenie tej się nie ostoi
Przeciwnik żaden, jeno mąż bezpieczny -
I ten, co za się nierad szuka zbroi,
Ale zupełny, wcale obosieczny,
Który jak gwiazda w niebie czystym stoi.

                          III

I za to jeszcze dzięki Ci, o Panie,
Że człek się ówdzie laurem nie upoi,
Ani go wiatrów ciepławych głaskanie
Prze - atłasowi w nicość - i rozstroi
Na drzew i kwiatów motyle kochanie.

                          IV

Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,
Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,
I w grobie zwiędłych ziół leżałeś - w żłobie,
I w porze ziemskich próżnej zalotności,
I kiedy cały świat się tarzał w grobie.

                          V

Za prawo tedy do Polski obszaru
Dziękujem Tobie, któryś niezmierzony,
Wszech-istny - jednak z obłoków wiszaru
Patrzący na świat w prawdzie rozdzielony
Światło-cieniami czaru i roz-czaru.

                          VI

I który łaski zakreślisz promieniem
Dzielnicę ludów w czas ludów - chaosu,
Tak, jako morze obszedłeś pierścieniem
I nie rzuciłeś gór na wagę losu,
Lecz najpodlejszym bawisz się stworzeniem.

                          VII

Do Ciebie, Ojcze Ojczyzn, się podnosim
W tym to ubóstwie naszym bardzo sławnym,
I w tej nadziei, co po skrzydeł osiem
Przybiera co dzień i w płaczu ustawnym,
I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim.

                          VIII

O, dzięki Tobie za państwo - boleści,
I za męczeńskich - koron rozmnożenie,
I za wylaną czarę szlachetności
Na lud, któremu imię jest - cierpienie -
I za otwarcie bram... nieskończoności.



FORTEPIAN SZOPENA

             Do Antoniego C......
             La musiąue est une chose etrange!
                                       Byron

             L'art?... c'est fart - etpuis, uoild tout.
                                       Béranger

                          I

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Nie docieczonego wątku
- Pełne, jak Mit
Blade, jak świt..
- Gdy życia koniec szepce do początku:
"Nie stargam Cię ja nie! Ja, uwydatnię!..."

                          II

Byłem u Ciebie w dni te, przedostatnie,
Gdy podobniałeś - co chwila, co chwila
Do upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,
I rozmawiają z sobą struny cztery,
Trącając się,
Po dwie - po dwie -
I szemrząc z cicha:
             "Zaczął że on
             Uderzać w ton?...
             Czy taki Mistrz!... że gra... - choć odpycha?..."

                          III

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku!
Którego ręka... dla swojej białości
Alabastrowej - i wzięcia - i szyku -
I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro -
Mieszała mi się w oczach z klawiaturą
Z słoniowej kości...
I byłeś jako owa postać, którą
Z marmurów łona,
Niźli je kuto,
Odejmą dłuto
Geniuszu - wiecznego Pigmaliona!

                          IV

A w tym, coś grał - i co? zmówił ton - i co? powie,
Choć inaczej się echa ustroją,
Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją
Wszelkiemu akordowi -
A w tym, coś grał: taka była prostota
Doskonałości Peryklejskiéj,
Jakby starożytna która Cnota,
W dom modrzewiowy wiejski
Wchodząc, rzekła do siebie:
             "Odrodziłam się w Niebie
             I stały mi się arfą - - wrota,
             Wstęgą - ścieżka...
             Hostię - przez blade widzę zboże.
             Emanuel już mieszka
             Na Taborze!"

                          V

I była w tym Polska, od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta, tęczą zachwytu - -
Polska - przemienionych kołodziejów!
Taż sama, zgoła,
Złoto-pszczołaL.
(Poznał-ci-żebym ją na krańcach bytu!...)

                          VI

I - oto - pieśń skończyłeś - - i już więcej
Nie oglądam Cię - - jedno - słyszę:
Coś?... jakby spór dziecięcy - -
- A to jeszcze kłócą się klawisze
0 niedośpiewaną chęć:
1 trącając się z cicha,
Po ośm - po pięć -
Szemrzą: "Począł żegrać? czy nas odpycha??..."

                          VII

O Ty! - co jesteś Miłości-profilem,
Któremu na imię   Dopełnienie;
Te - co w Sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie...
O! Ty - co się w Dziejach zowiesz E r ą,
Gdzie zaś ani historii zenit jest,
Zwiesz się razem: Duchem i Literą,
I "consummatum est"...
O! Ty Doskonałe - wypełnienie,
Jakikolwiek jest Twój, i gdzie?... znak...
Czy w Fidiasu? Dawidzie? czy w Szopenie?
Czy w Eschylesowej scenie?...
Zawsze - zemści się na tobie: BRAK!...
- Piętnem globu tego - niedostatek:
Dopełnienie?...  go boli!...
On -  rozpoczynać  woli
I woli wyrzucać wciąż przed się - zadatek!
- Kłos?... gdy dojrzał jak złoty kometa,
Ledwo że go wiew ruszy,
Deszcz pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta...

                          VIII

Oto - patrz, Fryderyku!... to - Warszawa:
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Dziwnie jaskrawa - -
- Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:
Ówdzie - patrycjalne domy stare
Jak   Pospolita - rzecz,
Bruki placów głuche i szare,
I Zygmuntowy w chmurze miecz.

                          IX

Patrz!... z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą
Jak przed burzą jaskółki,
Wyśmigając przed pułki,
Po sto - po sto - -
- Gmach zajął się ogniem, przygasł znów,
Zapłonął znów - - i oto - pod ścianę
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pchane - -
I znów widzę, acz dymem oślepian,
Jak przez ganku kolumny
Sprzęt podobny do trumny
Wydźwigają... runął... runął - Twój fortepian!
X
Ten!... co Polskę głosił, od zenitu
Wszechdoskonałości Dziejów
Wziętą, hymnem zachwytu -
Polskę - przemienionych kołodziejów;
Ten sam - runął - na bruki z granitu!
- I oto: jak zacna myśl człowieka,
Poterany jest gniewami ludzi,
Lub jak - od wieka
Wieków - wszystko, co zbudzi!
I - oto - jak ciało Orfeja,
Tysiąc Pasyj rozdziera go w części;
A każda wyje: "Nie ja!...
Nie ja" - zębami chrzęści -
Lecz Ty? - lecz ja? - uderzmy w sądne pienie,
Nawołując: "Ciesz się, późny wnuku...
Jękły - głuche kamienie:
Ideał - sięgnął bruku - - "