Zdzisław Domolewski urodził się w
1951 roku w Toruniu. W 1976 roku skończył studia na Wydziale
Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu,
specjalność – malarstwo. Bierze udział w wystawach
indywidualnych i zbiorowych. Ceniony, wielokrotnie nagradzany
autor książek, opowiadań i nowel. Od 1978 roku mieszka w
Markach.
Pokazał swoje prace w Galerii Mareckiego Ośrodka Kultury na
wystawie indywidualnej „Dalekie podobieństwa i inne obrazy”
w roku 2005 oraz na pięciu wystawach „Prezentacje Plastyki
Mareckiej”.
Obrazy z cyklu "Dalekie podobieństwa - olej"
KILKA SŁÓW O SOBIE
Urodziłem się w Toruniu, tam spędziłem młodość i ukończyłem studia. W roku 1978, przypadkowo, zamieszkałem z żoną i dziećmi w Markach. Działo się to w okresie gnicia socjalistycznego systemu, które w Markach przybrało formę apokaliptyczną: łuny ognia i dymy nad dominującym wysypiskiem śmieci, do którego z Warszawy sunęły cuchnące pojazdy z wszelakiego rodzaju odpadami, papiery i folie roznoszone wiatrem po okolicach, szeleszczące na drzewach; worki z azbestem układane w pryzmę, otrzepywane z zawartości i służące dla celów domowych "szambiary" wylewające po okolicznych lasach zawartość; wałęsające się stada psów, zapchane, zdezelowane autobusy, pijacy ginący na przelotowej trasie.
Różne stany ducha, upadki, nadzieje i beznadzieja, których wtedy doświadczałem działy się w surrealistycznym groteskowym i ohydnym miejscu: szarość, bieda, stan wojenny, posępna jednostka Zomo w Pustelniku, wojsko strzegące wjazdu do Warszawy, nocne kolejki po węgiel, lewe interesiki węglarzy, handlarzy cementem, deskami i paliwem, drobne kradzieże i "załatwianie" wszystkiego. Sądziłem, że w tej scenerii nie zostanę długo. Byłem malarzem, absolwentem wyższej uczelni, autorem opublikowanej powieści, kilkunastu wydrukowanych w różnych pismach opowiadań, w wydawnictwach na druk czekały dwie kolejne książki, z telewizją podpisałem umowę na filmowy scenariusz, a znalazłem się w rzeczywistości, do której nie pasowałem.
Czas jednak, robił swoje. Poznawałem ludzi, ulice, domy. Na cmentarzu, pod daty z czasów wojen podpowiadały coś o historii tego Miasta. Żona pracowała w miejscowej szkole, do której zaczęły chodzić nasze dzieci. Tymczasowość stała się "wrastaniem" w to miejsce. Wkrótce w historycznym tle zaszły, budzące nadzieję, a przechodzące w rozczarowanie, polityczne zmiany. Dominujące obrazy szarości i biedy przecięły błyski nowych aut, pstrokatych szyldów, czerwone marynarki i złote precjoza ludzi, którzy z Fiatów przesiadali się do zachodnich wozów. Obserwowano samochodowe ucieczki młodocianych bandytów, po lasach tliły się wraki kradzionych samochodów, z okradanych domów ginęły nowe telewizory, sprzęty, rowery górskie, z garaży - nowe samochody. Snująca się wzdłuż ulic pajęczyna telefonicznych kabli usprawniała rozmowy w sprawie "haraczy". Elegantsze śmieci wyrzucane w lasach i przy drogach zaiskrzyły się kolorowym blichtrem dobrobytu. Na mareckim cmentarzu pojawiły się świeże groby młodych ludzi, zabijających się w trakcie gangsterskich rozliczeń i w samochodowych wypadkach. Jednak skręcając w boczne uliczki zaobserwować można było jak mieszkańcy Marek próbują tworzyć normalność: pojawiały się małe sklepiki, wymieniano okna, pokrycia dachów, za wymyślnymi ogrodzeniami powstawały ogródki z obowiązkowymi trawnikami, strzeżonymi często przez gipsowe nimfy, krasnale, czy łabędzie. Na cmentarzu, lastrykowe nagrobki zamieniano na nowe, z polerowanego kamienia, z nazwiskami i rytowanymi portretami zmarłych, które coraz częściej mogłem już rozpoznać. Taką formę przybrał czas nowy.
Dzisiaj, zamknięte wysypisko śmieci, po rekultywacji stało się enklawą ciszy zamieszkałą przez ptactwo i drobne zwierzęta. Puste łąki zamieniają się w osiedla nowych domów. Chaos ulic i ścieżek z wolna układa się w czytelną sieć, wzdłuż której stają latarnie. Marki zmieniają kształt. Wypełniają się nowymi domami rozrzucone wzdłuż przelotowej trasy przestrzenie. Niszczeją stare kamienice, zarastają stawy, giną cegły z pustych zabudowań starej fabryki. Kształt minionego świata odchodzi w przeszłość, znika jak kałuże, w których tylko odbijały się jakieś obrazy, i nic po nich nie zostaje.
Współczesna sztuka żyje pożerając kryteria, które ją samą wcześniej kształtowały. Zostawia coś podobnego do odcisków, czy autografów twórców uczestniczących w tym procesie, czytelnych tylko dla specjalistów, którzy są je w stanie rozpoznać, ale tak naprawdę - też nie interesujących się nimi. Nie pozostawia najmniejszej prawdy o czasie, w którym powstaje. Wymuszone, banalne skandale, prowokacje, czy sprzedawane w galeriach bibeloty do rezydencji współczesnych krezusów, w najmniejszym stopniu niczego nie przekazują. Co najwyżej, odnoszą się do wartości wirtualnego świata tworzonego przez media, zwłaszcza telewizję. To ten świat stał się niemal platońskim ideałem, podsuwanym gawiedzi przez ludzi, którzy z niego dostatnio żyją, w gruncie rzeczy, nim gardząc. Głośne, nachalne przedstawianie tego sztucznego tworu, jako świata jedynych wartości i sensów sprawia, że to świat realny zaczyna się wydawać światem platońskich cieni. W celach praktycznych korzysta z niego, zauważa, ale tak naprawdę - nie potrafi się go widzieć", by zobaczyć prawdę o jego kształcie, duchu, w konsekwencji - prawdę o sobie. Oduczeni zwykłego, najprostszego w swym sensie zdziwienia, zaskoczenia, radości, wzruszenia i naturalnych lęków, szeroko otwartymi oczami patrzą ludzie tylko na różne ekrany. Gdy wzrok pada na coś poza nimi - zachodzi mgłą - przestaje widzieć.
Sztuka zrezygnowała z tego, co kiedyś było jej domeną - z ujmowania rzeczywistości w plastyczną formę. Nie chodzi tu o realistyczne przedstawienie scen z życia, poszukiwanie malowniczych zakątków, ale o sztukę, która próbuje dać rzeczywistości sens plastycznej metafory, porządkującej widzenie. Poza sztuką nic tego dać nie może. A ona, rozkapryszona, przybrawszy formę niedostępnej damy prowokującej wulgarnością, godzi się zepchnąć do roli medialnego idola, który pójdzie na wszystko w zamian za pieniądze, sławę, i jeszcze raz - pieniądze. Ktoś taki może komuś zaoferować tyle tylko, ile bohaterowie skandalizujących programów telewizyjnych, czy seriali: zajmujący bełkot. Telewizyjny bełkot potrafi zrelatywizować, ośmieszyć, wykorzystać i odrzucić każdą głębszą prawdę. Bełkotanie sztuki czyni to ze światem ludzkiej wrażliwości. Gdy to się stanie, wpadamy w czeluść, która pozwala nam już tylko obijać się o coś, coś usłyszeć, poczuć między palcami, dostać czymś po oczach, nic poza tym, aż do śmierci.
Miejsca, w których żyjemy nas kształtują. Gdy spaceruję po okolicach, mijają mnie samochody, z autobusów spoglądają jakieś twarze, pod marketem, jak kolorowe owady gromadzą się skorupki aut. Wiatr niesie zapachy palarni kawy, wieczorami w kałużach odbijają się światła, odrealniając obrazy. Te okruchy wnikają do moich myśli, przez nie - do moich książkach, czasem podsuwają potrzebę zarejestrowania czegoś na płótnie. Obrazy widziane przechodzą przeze mnie, nakładając się na obrazy zobaczone gdzieś wcześniej, z czego powstają obrazy nowe, podobne do czegoś bliskim, a czasem - Dalekim Podobieństwem.
Obrazy, które przedstawiam namalowałem w Markach. Są one nieśmiałą próbą powiedzenia czegoś o tym, co widzę żyjąc w określonym miejscu, odnosząc się do problemów, które tu do mnie docierają. Malując jedne obrazy, rozmyślam o innych, myśląc o nich, zastanawiam się nad tym, co chciałbym napisać; chcąc coś napisać odczuwam potrzebę zobaczenia czegoś, niekiedy niewielkiego, jak błysk światłą w kałuży, czy reflektory sunących szosą aut. Myśli, obrazy, wspomnienia, wszystko się w nas odnajduje, układa, zarazem przypominając coś już dalekiego.
Odczytujemy rzeczywistość za pomocą podobieństw rzeczy, zdarzeń, twarzy. Spotykani ludzie przypominają nam innych poznanych, miejsca przypominają nam inne miejsca, słowa wydają się gdzieś już słyszane, melodie podobne są do innych.
Patrząc w lustro sami sobie przypominamy kogoś. Inni, patrząc na nas, odnajdują podobieństwo do kogoś. Gdy ktoś coś niezrozumiałego powie, lub pokaże, w pamięci szukamy czegoś, co byłoby do tego podobne, aby zrozumieć. Patrząc na chmury szukamy w nich znanych kształtów, kałuże układają się w twarze, ubieramy się podobnie do kogoś. Mówimy w sposób przypominający słowa kogoś innego. Te podobieństwa pomagają nam uporządkować świat i go zrozumieć. Jeżeli jednak na świat realny zaczniemy patrzeć tylko jak na świat dalekim podobieństwem przypominający świat nieistniejący - świat wirtualny, wykreowany przez media - życie zamienimy na jałową wegetację. Pomału już to się dzieje. Ludzie coraz mniej rozmawiają o sobie, coraz mniej siebie znają, wiedząc coraz więcej o problemach serialowych postaci, czy o życiu medialnych, zawodowych skandalistów. Wcześniej rzecz analogiczna wydarzyła się w sztuce. Bieg jej tzw. rozwoju doprowadził do miejsca, w którym następujące po sobie jej formy wynikają tylko z siebie, bez najmniejszego odniesienia do ducha czasu i formy świata realnego.
A w sztuce najbardziej tajemnicze jest to, że jednak ciągle powstaje.
Zdzisław Domolewski
Marki, 5 maja 2005
Dorobek literacki
Zdzisław Domolewski jest malarzem, który pisze; pisarzem, który maluje obrazy. Debiutował 1973 roku wierszem Poemat napisany nie na temat. Laureat wielu konkursów literackich. Wiersze, opowiadania, eseje ukazały się między innymi w Regionach, Więzi, Faktach, Nowym Wyrazie, Fantastyce. Opowiadania: Śruba, zamieszczone w zbiorze 27 opowiadań młodych pisarzy Wszystkie barwy tęczy (ISKRY Warszawa 1979), Spodnie w pejzażu - I nagroda w konkursie Pejzaże Wiejskie, zamieszczone w tomie Pejzaże wiejskie, Garnitury trumienne "FANTASTYKA" Nr3 Marzec i Nr4 Kwiecień, 2002. Za powieść Tunelem wiatru, niespokojnie (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1978) otrzymał II nagrodę oraz specjalną nagrodę za udany debiut w konkursie otwartym LSW i Związku Literatów Polskich z okazji XXX-lecia LSW. Autor dickowskiej z ducha powieści Domek świeczki (Prószyński i S-ka 2000), powieści sensacyjno-obyczajowej "Lusia", wyróżnionej przez Zysk i S-ka Wydawnictwo w I edycji konkursu na powieść polską w 1997 roku. Autor prowokacyjnych nowel Masy kałowe (1999), wydanych pod pseudonimem Ernest Goretoofire. Jego powieść Chmurka pod stołem zdobyła I nagrodę w konkursie zorganizowanym przez Zysk i S-ka Wydawnictwo na najlepszą polską powieść w roku 2000. Nagrodę literacką Polskiej Sekcji IBBY - KSIĄŻKA ROKU 2003 - zdobyła powieść dla dzieci Zosia pleciona (Media Rodzina 2003), która również została uznana przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek za najlepszą powieść dla dzieci w roku 2003.






18 VI 2005 odbyło się spotkanie autorskie Zdzisława Domolewskiego – malarza i pisarza oraz uroczyste zamknięcie wystawy. Fragmenty prozy czytała Edyta Jungowska.